Przez dwadzieścia lat dom miał swój rytm: śniadania w biegu, podwózki na treningi, rozmowy przez drzwi łazienki, wieczorne „kiedy wracasz?”. Aż pewnego dnia syn wywozi ostatnie pudła do wynajętego mieszkania, a córka dzwoni z akademika, że wszystko w porządku i nie ma czasu rozmawiać. W domu robi się cicho. I ta cisza, zamiast przynosić ulgę, przygniata.

Syndrom pustego gniazda nie jest jednostką chorobową, ale bardzo realnym stanem, z którym przychodzą do nas rodzice, częściej matki, choć ojcowie coraz rzadziej ukrywają, że dotyka ich tak samo. W tym artykule pokazujemy, skąd bierze się ten kryzys, dlaczego często trafia w najmniej spodziewany moment i jak z niego wyjść, nie wracając do dawnej roli, tylko budując nową.

Skąd bierze się pustka po wyprowadzce dzieci

Wyprowadzka dorosłego dziecka jest z zewnątrz sukcesem wychowawczym. Dziecko jest samodzielne, radzi sobie, poszło na studia albo do pracy. Rodzic powinien być dumny i w większości przypadków jest. Problem w tym, że duma nie wypełnia godzin, które nagle się zwolniły.

W naszej pracy obserwujemy trzy nakładające się na siebie mechanizmy. Pierwszy to utrata roli: przez lata najważniejszą odpowiedzią na pytanie „kim jestem” było „mamą” albo „tatą”, a teraz ta rola gwałtownie się kurczy. Drugi to utrata struktury dnia, bo obowiązki związane z dziećmi porządkowały czas skuteczniej niż jakikolwiek kalendarz. Trzeci, najbardziej bolesny, to konfrontacja z tym, co przez lata było odkładane „na potem”: własne plany, marzenia, a często także małżeństwo, które bez wspólnego tematu rozmów okazuje się dwojgiem obcych sobie ludzi przy jednym stole.

Ten ostatni punkt sprawia, że syndrom pustego gniazda nakłada się nieraz na kryzys wieku średniego. Dwa przełomy w jednym czasie potrafią zachwiać nawet bardzo stabilną osobą.

Dlaczego dzwonienie do dzieci co dzień nie pomaga

Pierwsza reakcja rodzica jest naturalna: próbować podtrzymać dawną bliskość. Codzienne telefony, pytania o obiad, niespodziewane wizyty z zapasem zupy. Dziecko początkowo odbiera, potem odbiera rzadziej, w końcu zaczyna unikać. Rodzic czuje się odrzucony, dziecko czuje się kontrolowane, a relacja, która miała przetrwać wyprowadzkę, zaczyna się psuć właśnie przez próby jej ratowania.

Wielu naszych klientów dopiero w gabinecie dostrzega, że ich potrzeba kontaktu nie jest już potrzebą dziecka, lecz własną. Uczciwe nazwanie tego faktu jest punktem zwrotnym. Dopiero wtedy da się rozmawiać z dorosłymi dziećmi tak, żeby same chciały dzwonić, zamiast czuć się do tego zobowiązane.

Małżeństwo w pustym domu

W statystykach rozwodów osób po pięćdziesiątce wyprowadzka dzieci pojawia się jako jeden z najczęstszych momentów przełomowych. Dzieci przez lata pełniły rolę wspólnego projektu, a często także bufora między małżonkami. Kiedy znikają, na wierzch wychodzi wszystko, co przez dwie dekady było odkładane: niewypowiedziane pretensje, brak wspólnych zainteresowań, cisza przy kolacji.

Nie zawsze kończy się to rozstaniem. Znamy wiele par, dla których pusty dom stał się początkiem drugiej, lepszej fazy związku. Warunkiem jest jednak, żeby zacząć ze sobą rozmawiać na nowo, a nie o tym, co u dzieci. W tym miejscu bardzo pomaga praca nad komunikacją w parze, czasem w ramach sesji we dwoje, czasem indywidualnie, gdy jedna ze stron nie jest jeszcze gotowa.

Wybaczyć sobie lata, które minęły

Jest jeszcze jeden wątek, który pojawia się niemal w każdej rozmowie o pustym gnieździe, choć rzadko na początku. To żal do siebie. „Za mało byłam przy nich.” „Za dużo pracowałem.” „Nie zauważyłam, kiedy dorosły.” Ten żal potrafi być silniejszy niż sama tęsknota i skutecznie blokuje jakąkolwiek zmianę, bo trudno budować nowe życie, gdy nieustannie osądza się stare.

W takich sytuacjach sięgamy po metodę Radykalnego Wybaczania Colina C. Tippinga, a konkretnie po jej wariant skierowany do środka. Radykalne wybaczanie sobie samemu nie polega na wmawianiu sobie, że wszystko było idealne. Polega na zobaczeniu, że decyzje sprzed lat podejmował ktoś z ówczesną wiedzą i ówczesnymi możliwościami, i że z perspektywy dziecka, które dziś radzi sobie w życiu, te decyzje najwyraźniej wystarczyły.

Odnaleźć siebie, a nie zastąpić dzieci

Najczęstsza rada, jaką słyszą rodzice w tym okresie, brzmi: „znajdź sobie hobby”. Trudno o coś bardziej powierzchownego. Kurs tańca czy wolontariat mogą być świetne, ale tylko wtedy, gdy wynikają z tego, kim ktoś jest, a nie z potrzeby zapchania kalendarza. Inaczej to tylko nowa forma ucieczki przed ciszą.

W naszej pracy zaczynamy od pytania, które brzmi banalnie, a odpowiedź na nie zajmuje nieraz kilka sesji: czego chciałam lub chciałem, zanim pojawiły się dzieci? Często pomaga w tym badanie talentów Gallupa, które pokazuje naturalne predyspozycje niezależne od pełnionych ról. Osoba z silnym talentem Rozwijanie Innych, która przez lata realizowała go w wychowaniu, może odkryć, że mentoring młodszych współpracowników daje jej podobną satysfakcję. Ktoś z talentem Uczenie Się wraca po dwudziestu latach na uczelnię i pierwszy raz od dawna czuje, że żyje.

Ten proces to w gruncie rzeczy life coaching w najczystszej postaci: nie chodzi o wypełnienie pustki, tylko o wyznaczenie nowego kierunku zgodnego z własnymi wartościami. Pomaga w tym dobry coach – Katowice to miasto, w którym prowadzimy sesje stacjonarne, ale z rodzicami z całej Polski pracujemy równie skutecznie online.

Zaznaczamy wyraźnie: coaching nie zastępuje terapii. Jeśli smutek po wyprowadzce dzieci przeradza się w długotrwałą apatię, utratę zainteresowania wszystkim albo myśli, że życie straciło sens, właściwą osobą do rozmowy jest psycholog lub psychoterapeuta. Coaching jest propozycją dla osób, które czują się zagubione, ale mają siłę, by szukać nowej drogi.

Jeśli Twój dom właśnie ucichł i nie wiesz, co dalej, zapraszamy na bezpłatną rozmowę zapoznawczą. Szczegóły znajdziesz na stronie naszych usług.

Najczęstsze pytania i odpowiedzi

Czym jest syndrom pustego gniazda?
 To stan emocjonalny, którego doświadczają rodzice po wyprowadzce dorosłych dzieci z domu. Objawia się poczuciem pustki, utratą celu i struktury dnia, a często także kryzysem w małżeństwie, które przez lata koncentrowało się na wychowaniu.

Jak długo trwa syndrom pustego gniazda?
 Nie ma jednej odpowiedzi – u części rodziców trudniejszy okres mija po kilku tygodniach, u innych trwa miesiącami. Kluczowe jest to, czy rodzic próbuje wrócić do dawnej roli, czy zaczyna budować nową tożsamość poza rodzicielstwem.

Czy syndrom pustego gniazda dotyczy też ojców?
 Tak, choć mężczyźni rzadziej o nim mówią. W naszej praktyce obserwujemy, że ojcowie często odczuwają go z opóźnieniem i mylą z problemami zawodowymi lub zmęczeniem, zamiast łączyć go z wyprowadzką dzieci.

Jak coaching pomaga po wyprowadzce dzieci?
 Coaching pomaga nazwać własne potrzeby i wartości, które przez lata były podporządkowane roli rodzica, a następnie wyznaczyć nowe cele zgodne z tym, kim jest się dzisiaj. Wykorzystujemy w tym m.in. badanie talentów Gallupa i pracę metodą Radykalnego Wybaczania.

Dodaj komentarz

Polecane artykuły